Ktoś mnie złapał, a potem pamiętam tylko ciemność. Gdy się ocknęłam,
byłam w szpitalu. Nade mną stał lekarz i świecił mi latarką w oczy.
- Pat, słyszysz mnie .?
- Tak. Co się stało .?
- Zemdlałaś w szkole. Pamiętasz może, czy coś cię wcześniej bolało .?
- Głowa, w miejscu gdzie jest rana.
- Dobrze, weźmiemy cię teraz na prześwietlenie.
- Ok.
Gdy lekarz przyszedł z wynikami, nie miał zadowolonej miny. Przy mnie
siedział już tata, który zwolnił się z pracy.
- Niestety, będziemy musieli operować. Masz małego krwiaka, ale wyniki
wskazują, że nie jest to nic poważniejszego. Wytniemy go jeszcze dzisiaj i jak
do niedzieli będziesz czuła się dobrze, wrócisz do domu.
- Super. Teraz tylko przeżyć operację .?
- Nie martw się.
Operacja się udała. W niedzielę wieczorem wróciłam do domu. Do szkoły
nie szłam, przynajmniej w poniedziałek. Po lekcjach przyszła Ania. Byłam nieco
otumaniona, bo brałam silne leki przeciwbólowe, ale postanowiłam wrócić we
wtorek do szkoły. Trochę się spóźniłam na pierwszą lekcję, którą była chemia.
Dawid pomógł mi usiąść w ławce, był nieco zmartwiony. Ja za to musiałam
przekomicznie wyglądać, bo głowę miałam całą w bandażu. Wychodząc już z klasy,
zobaczyłam moich przyjaciół. Wszyscy pytali co się stało i dlaczego musiałam
mieć operację.
- W miejscu gdzie miałam ranę po wypadku, zrobił mi się krwiak i
musieli go wyciąć. Ale już jest wszystko dobrze.
- Nieźle nas kochanie wystraszyłaś. Nikt z nas nie wiedział co robić,
nie mówiłaś, że cos cię boli. Dobrze, że Dawid cię złapał, bo walnęłabyś głową
o parapet.
- Dobra, nie męczcie jej już. Idziemy na swoje lekcje. A ty Dawid, masz ją zaprowadzić całą i zdrową
do klasy.
- Postaram się.
Wszyscy się rozeszli, a ja zostałam z nim sama. Nie wiedziałam, że to
on mnie złapał. W dodatku, gdyby nie on
pewnie wszystko skończyłoby się o wiele gorzej. To już drugi raz, gdy uratował
mi tyłek.
- Dziękuję.
- Za co .?
- Za to, że mnie złapałeś. To ostatnia rzecz, którą pamiętam.
- O jaki wgl wypadek chodzi .?
- Nieważne, nie chce o tym mówić.
- Jasne, spoko.
Reszta dnia minęła strasznie szybko.
Gdy wróciłam do domu, Damian zawiózł mnie na kontrolę do szpitala.
Lekarz stwierdził, że rana ładnie się goi i być może w piątek już nie będę
potrzebowała bandaża. Tak też było. Na
sobotę umówiłam się z Dawidem na matmę. Uczyliśmy się dobre dwie godziny zanim
się znudziliśmy. Ponieważ było jeszcze jasno postanowiliśmy się spotkać z
resztą w parku. Tata nie chciał mnie na początku puścić, ale Dawidowi jakoś
udało mu się go przekonać. Gdy wyszliśmy
z domu, na naszym podwórku zobaczyłam motor. Stanęłam jak wryta.
- Chcesz się przejechać .? – w jednej chwili poczułam ulgę i
wściekłość. Z jednej strony cieszyłam się, że nie należy on do taty czy
Damiana, ale byłam zła na Dawida, że nim przyjechał.
- Nie. – powiedziałam stanowczo i ruszyłam w stronę furtki.
- Nie bój się nie będę jechał szybko.
- Powiedziałam, że nie chcę – wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
Próbowałam się nie rozpłakać. Szłam
dalej, przyspieszając kroku. Do parku doszliśmy szybciej niż planowałam. Przywitałam
się ze wszystkimi i usiadłam między Arkiem i Anią.
- Co jest kochanie .? – zapytał mój były zarzucając rękę na moje
ramiona.
- Nic. – chciałam o tym zapomnieć
i zmienić temat. Zaczęłam temat
szkoły. Zaczęliśmy się nabijać z siebie nawzajem, jakich to niekiedy prostych
rzeczy nie możemy zrozumieć.
Oczami Dawida:
Odkąd wyszliśmy z jej domu, nie odezwała się do mnie słowem. Przecież
tylko zapytałem, czy chce się przejechać, a ona się wściekła. A może panicznie bała się motorów .? Chyba
nigdy nie zrozumiem kobiet. W parku, zaczęli wspominać jakieś śmieszne
historie.
- A pamiętacie jak Pat nie wiedziała co to jest epitet .?
- Tak, wystarczyło połączyć ze sobą przymiotnik z rzeczownikiem, a ja
kombinowałam jak mogłam.
- Wszyscy mieli wtedy z ciebie niezły ubaw.
- Na szczęście mogłam sobie za to odbić na matmie. A pamiętacie jak w zeszłym
tygodniu Dawid na religii leżał na ławce ze słuchawkami w uszach a ksiądz
myślał, że mu słabo .? Jak ty się wtedy broniłeś, że nie idziesz do żadnej
pielęgniarki i ta twoja boska mina, gdy cię szturchnął. – wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. To było
naprawdę niezłe.
- No trochę mi się odpłynęło.
- Trochę .? Człowieku ty byłeś przerażony .!
- Na pewno nie aż tak, jak ty dzisiaj, gdy zobaczyłaś mój motor. – tego chyba nie musiałem wspominać, ale to
samo tak jakoś wyszło. Pat miała łzy w
oczach, a wszyscy zamarli. W pewnej chwili zerwała się z ławki i zaczęła gdzieś
biec. Było już ciemno, a w parku nie paliły się lampy.
- O, stary. Teraz to sobie nagrabiłeś.
– Arek zaczął coś tam na mnie gadać, zamiast biec za swoją dziewczyną.
- Co ja takiego powiedziałem .?
- To w sumie trochę moja wina, mogłem ci powiedzieć, jak przywiozłeś
ten motor.
- Ej wyluzuj, przecież to tylko motor. Ona jest po prostu dziwna.
- Hej, Pat jest super dziewczyną, ostatnio po prostu ma pecha. – bronił
jej jak nie wiem, ale naprawdę była dziwna.
- Wyluzuj człowieku. Zamiast po mnie jeździć bez powodu, mógłbyś za nią
pobiec. W końcu to twoja dziewczyna.
- Nie jesteśmy już razem od jakichś dobrych dwóch tygodni. I to ty
teraz powinieneś jej szukać i przeprosić
– to mnie zbiło z tropu. Skoro nie byli już razem to czemu nazywał ją
„kochaniem” .? Ci ludzie naprawdę są
dziwni.
- Ja, przeprosić .? Za co .? Chyba nienormalny jesteś .!
- Dawid, uspokój się .! Mama Pat zginęła w wypadku w sylwestra.
- Co .? – teraz zaczynałem wszystko rozumieć. Tajemniczy wypadek, o
którym nie chciała mówić, zaległości, o których wspomniał dyrektor i to, że
jako jedyna w szkole rozumie przez co przechodzę, wszyscy nauczyciele, którzy
chodzili wokół niej na paluszkach bardziej niż wokół mnie.
- W sylwestra mama po nią przyjechała, bo nie słyszała telefonu. Gdy
wracały, wpadły w poślizg, jej mama jakoś wyhamowała, ale potem jacyś debile na
motorach, którzy pędzili chyba 200 km/h, walnęli prosto w nie. Jej mama zginęła
na miejscu, a ją ledwo uratowali, miesiąc leżała w śpiączce. Dopiero po feriach wróciła do szkoły. Ten
krwiak, który jej ostatnio wycieli, też jest przez ten wypadek. Od tej pory gdy
widzi, albo słyszy motor ..
- To dlatego wtedy stała jak wryta na ulicy.
- Kiedy .? O czym ty mówisz .?
- Noc, w którą się poznaliśmy, jej urodziny. Gdy szedłem do tego klubu
po twoim telefonie, odepchnąłem ją na bok, bo inaczej tir by w nią wjechał.
- O Boże .. – patrzyłem na wszystkich i tylko Anka wydawała się nie być
przerażona. Jako jedyna wiedziała .? To było teraz nie ważne, musiałem ją
znaleźć. Pobiegłem w tą samą stronę co Pat, jednak tu park się kończył i był
plac zabaw. Prawie jej nie znałem, więc nie wiedziałem, gdzie szukać. Wszedłem
na teren placu i zobaczyłem betonowe kręgi. Pobiegłem w ich stronę, gdy byłem
mały zawsze lubiłem się w nich chować. Zaglądałem do każdego po kolei,
znalazłem ją dopiero w przedostatnim. Leżała tam i płakała.
- Pat, przepraszam .. ja nie wiedziałem, przepraszam.
- Ona zginęła przeze mnie, rozumiesz , przeze mnie .!
- Nie, to nie jest twoja wina, tylko tych motocyklistów. – usiadłem
obok niej i pomogłem usiąść, po czym przytuliłem. Płakała jak mała dziewczynka,
która zgubiła rodziców w centrum handlowym.
Gdy się uspokoiła, spojrzałem na nią. Miała całe mokre policzki od łez,
ale mimo to wciąż mi się podobała. Nawet
jak się na mnie wściekała, była piękna. Patrzyliśmy sobie w oczy, a nasze usta
dzieliły milimetry. Wiedziałem, że nie zrobię pierwszego kroku, nie dzisiaj.
Nie chciałem naciskać, bo i tak już wiele przeszła, ale bardzo chciałem ją
pocałować.
Oczami Pat:
Nasze usta dzieliły milimetry. Dawid ciągle patrzył mi w oczy, co
sprawiało, że chciałam go pocałować. Ale on przecież podobał się Ani, nie
mogłam tego zrobić najlepszej przyjaciółce.
Jego perfumy działały na mnie jak magnes. Wiedziałam, że on mnie
pierwszy nie pocałuje. Pewnie wiedział, że za nim nie przepadałam i bał się, że
może go walnę czy coś. Ale wcale nie miałam takiego zamiaru. Trudno, Ani to
jakoś wytłumaczę, może mnie nie znienawidzi. Musnęłam ustami jego usta, jego
wargi lekko się rozchyliły i zaczęliśmy się całować. Jeszcze nigdy czegoś
takiego nie czułam. Nawet przy
Arku. Teraz wiedziałam, że to Dawid jest
tym jedynym. Musiałam najpierw go znienawidzić, żeby zrozumieć jak bardzo go
kocham. Pasowaliśmy do siebie jak nikt inny. Ja straciłam mamę, on tatę. Ja
mogłam nauczyć go matmy, a on mnie chemii. Ja nienawidziłam motorów, a on je
uwielbiał. Wypełnialiśmy siebie nawzajem. Całowaliśmy się wieczność, ale i tak
za krótko. Po jakimś czasie lekko się od niego odsunęłam i zapytałam, która
godzina. Dochodziła 23.
- Muszę wracać. – szepnęłam, ciągle go całując.
- Odprowadzę cię. – pomógł mi się wydostać i wstać. Na zewnątrz było o
wiele chłodniej. Zaczęłam lekko dygotać z zimna.
- Masz, ubierz się. Ja i tak nie czuję różnicy, bo mam ciepłą bluzę, a
ty się rozgrzejesz. – dał mi swoją kurtkę, a ja objęłam go w pasie. Nie
spieszyliśmy się z powrotem, ale w końcu i tak doszliśmy. Oddałam mu kurtkę i
poczułam chłód.
- Dawid .. – zaczęłam - .. nie
zrozum mnie źle, ale czy możemy na razie udawać, że nic między nami nie
zaszło .? – chyba trochę zbiłam go z
tropu, bo nic nie odpowiedział. – Po prostu .. Jezu nie wiem jak ci to
powiedzieć .
- Najlepiej prosto z mostu bez żadnych kombinacji. Serio, to będzie
lepsze niż kłamstwa.
- No bo podobasz się Ani i najlepiej jak dowie się pierwsza i wolę sama
jej o tym powiedzieć, bo inaczej mogę stracić najlepszą przyjaciółkę. –
powiedziałam szybko i na jednym wydechu.
– Przepraszam, wiem że to niesprawiedliwe wobec ciebie, ale … - nie mogłam
dokończyć, bo uciszył mnie pocałunkiem.
- Nie ma sprawy. Będę milczał i udawał tak długo, ile będzie trzeba.
- Dziękuję. Jesteś najlepszym chłopakiem jakiego kiedykolwiek miałam. –
rzuciłam mu się na szyję i jeszcze dałam parę buziaków. Potem się pożegnaliśmy
i poczekałam aż odjedzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz